UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem


Ostatnie półtora miesiąca przyniosły duże rozwarstwienie w notowaniach indeksów globalnych.  Indeksy na Wall Street atakują historyczne szczyty, a europejskie przeżywają chwile słabości. Dzieje się tak mimo dobrej sytuacji gospodarczej po obu stronach Atlantyku i szybko słabnącym dolarze.
Jak dotąd, inwestorów nie przerażają coraz wyższe wyceny akcji w USA, jak i postępujący proces schładzania gospodarki w postaci podwyżek stóp procentowych, czy zbliżający się nieuchronnie czas zacieśniania ilościowego – indeksy rosną, a dolar traci na wartości. DJI w ubiegły tygodniu skutecznie pokonał granicę 22 tysięcy pkt. i w piątek na zamknięciu notowań liczył już 22 092,81 pkt. (kolejny rekord wszechczasów). Nieznacznie słabiej zachowuje się amerykański indeks szerokiego rynku S&P500, który po chwilowym przekroczeniu poziomu 2 480 pkt. pod koniec lipca w następnych dniach miał kłopoty z jego utrzymaniem (w ubiegły piątek na zamknięciu notował wartość 2 476,83 pkt). Znacznie słabiej porusza się amerykański indeks spółek technologicznych NASDAQ czy indeks mniejszych spółek Russel 2000, które po wyznaczeniu swoich historycznych szczytów w ostatnim tygodniu lipca zanotowały spadki odpowiednio o 1,1 proc i 2,6 proc.  


 
Zupełnie w innej kondycji znajduje się niemiecki DAX, który po ustanowieniu swojego rekordu             w połowie czerwca (12 888,95 pkt.) dostał zadyszki i aktualnie jest na poziomie notowań z marca 2017 roku (w ubiegły piątek na poziomie 12 297,72 pkt – czyli  4,6 proc. niżej). Szczyt indeksu             w czerwcu ustanowiony został przy lokalnym minimum na euro (na poziomie 1,1143). W następnych dniach obserwowaliśmy kolejną silną falę wzrostową europejskiej waluty i spadek indeksów na      DAX-ie i innych głównych rynkach Europy. W ubiegły piątek euro wyceniane było już na poziomie 1,1731.


 
Umacnianie się euro trwa już ósmy miesiąc. Od początku roku zyskało na wartości już 12,3 proc. a od połowy czerwca  – 5,7 proc. Jeszcze pod koniec grudnia ubiegłego roku para walutowa EUR/USD była kwotowana poniżej 1,05! Wartość ta wydawała się oczywista w sytuacji kiedy Fed rozpoczął i realizował proces zaostrzania polityki pieniężnej. W marcu i czerwcu nastąpiły kolejne dwie podwyżki stóp procentowych, a podczas czerwcowego posiedzenia członkowie FOMC ogłosili, jak i w jakim tempie odbywać się będzie ograniczanie posiadanych przez bank obligacji (obecnie ok. 4,5 biliona USD), ale nie podali kiedy proces rozpocznie się informując jedynie, że zacznie się jeszcze w tym roku. Na lipcowym posiedzeniu wskazano, że redukcja bilansu odbędzie się „relatywnie szybko”, co w ocenie części uczestników rynku oznacza już wrześniowe posiedzenie.
Dużym wsparciem dla notowań europejskiej waluty są dobre dane makro ze strefy oraz niepowodzenie prezydenta Trumpa w reformowaniu gospodarki amerykańskiej. W ostatnich dniach byliśmy świadkami przegranej batalii republikanów przy głosowaniu nad demontażem ważnego dla biedniejszych amerykanów systemu Obamacare. Zaproponowany przez prezydenta jego sztandarowy projekt  ustawy reformującej system ubezpieczeń zdrowotnych nie znalazł pełnego poparcia wewnątrz samej Partii Republikańskiej. W amerykańskim Kongresie upadła również propozycja odwołania reformy Obamacare wprowadzona przez byłego prezydenta Obamę. Dodatkowo wycenie dolara szkodzą także informacje o toczącym się śledztwie w sprawie kontaktów bliskich ludzi z otoczenia prezydenta z przedstawicielami Rosji.
Europejski Bank Centralny nie znajduje na razie skutecznej recepty na odwrócenie trendu gwałtownego wzmacniania się euro, szkodliwego dla kondycji europejskiej gospodarki, głównie dla wyników finansowych eksporterów. W komunikacie banku po ostatnim lipcowym posiedzeniu, jak i podczas konferencji stosunkowo łagodna retoryka nie była w stanie osłabić euro. EBC dał sygnał, że pozytywnie ocenia bieżącą sytuację gospodarczą, ale ostatnią rzeczą jakiej chce, to przedwczesne zacieśnianie polityki pieniężnej. Program QE będzie prowadzony dopóki nie dojdzie do stałego odbicia dynamiki inflacji, która jest niższa z uwagi na ceny energii, tak więc osłabienie presji inflacyjnej jest przejściowe. Draghi powtarzał, że stopy procentowe pozostaną na rekordowo niskich poziomach na długo po zakończeniu programu QE, wskazywał również na możliwość ponownego rozszerzenia skali skupu aktywów w momencie, kiedy pogorszy się koniunktura w europejskich gospodarkach. Rynki nie do końca uwierzyły Draghiemu, umacnianie się euro było kontynuowane.
Silniejszy dolar mógłby zapewne trochę ostudzić notowania na rynkach wschodzących, ale za to pozwoliłby wrócić europejskim indeksom na ścieżkę wzrostów, a sytuacja fundamentalna zarówno gospodarki niemieckiej, jak i całej strefy euro powinna sprzyjać takiemu rozwojowi sytuacji. Wzrost gospodarczy na całym świecie jest solidny, inflacja nadal jest niska. Proces zacieśniania polityki przez banki centralne powinien postępować wolno. Mamy bardzo pozytywne otoczenie makroekonomiczne dla rynku akcji.
Dobrą koniunkturę na świecie potwierdził w ostatnich dniach Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który wprawdzie zrewidował nieco w dół prognozy wzrostu dla USA do 2,1 proc. w 2017 r. i w 2018 r., ale zrewidował za to w górę prognozy wzrostu dla eurolandu do 1,9 proc., czyli o 0,2 pkt proc. więcej niż w kwietniu. Z szacunków MFW wynika, że w 2018 r. wzrost wyniesie 1,7 proc., o 0,1 pkt. proc. więcej niż prognozowano trzy miesiące temu. Ustabilizował się również sytuacja gospodarcza w Chinach. MFW prognozuje, że PKB Chin wzrośnie w 2017 r. o 6,7 proc., a w 2018 r. o 6,4 proc., co oznacza rewizję szacunków względem kwietnia w górę odpowiednio o 0,1 pkt. proc. oraz 0,2 pkt. proc. głównie za sprawą utrzymywania wysokiego poziomu inwestycji publicznych. 
Z dobrego otocznie makro korzystają również spółki na warszawskim parkiecie, przynajmniej te największe. Od początku lipca WIG20 zyskał 3,5 proc. głównie dzięki rosnącym spółkom energetycznym i w mniejszym stopniu bankom, którym w zeszły tygodniu zaszkodziła informacja o złożeniu w Sejmie prezydenckiego projektu nowelizacji ustawy w sprawie pomocy zadłużonym w walutach (szacowane roczne obciążenie  sektora – 3,2 mld zł). Indeks najmniejszy spółek – sWIG kontynuuje z kolei ruch spadkowy (-3,7 proc od początku lipca). W dalszym ciągu, mimo kumulacji pozytywnych danych makro Polski, nie widzimy napływu nowych środków do funduszy akcyjnych, które wspierałyby notowania mniejszych spółek często tanich i z ciekawym modelem biznesowym.  Indeks szerokiego rynku WIG w pierwszych dniach sierpnia wyznaczył nowe tegoroczne maksimum. Od początku roku zyskał już 20,7 proc. a kilka dni temu przez moment znajdował się powyżej 63 tys. pkt. Przyglądając się długoterminowemu wykresowi indeksu zauważymy, że indeks po raz kolejny zbliżył się do wieloletniej górnej linii zwyżkującego kanału. Ostatnio wykres indeksu był w pobliżu tej linii w kwietniu 2011, listopadzie 2013, maju 2015 oraz maju 2017 roku. Stopniowo zbliżamy się do rekordu wszechczasów z 2007 roku ( 67 568,51 pkt.).


 
Na świecie i również w Polsce rozpoczął się cykl publikacji raportów finansowych za II kwartał. To co jest ważne dla dalszych wzrostów kursów akcji (większych i mniejszych), to przede wszystkim utrzymanie marż przez spółki, mimo rosnącej presji wynagrodzeń pracowników oraz wzrostu cen surowców. To przecież wysokie zyski spółek są głównym motorem hossy. Drugim ważnym aspektem, który mógłby pomoc notowaniom na GPW jest ostateczne wyjaśnienie kwestii zasad dalszego funkcjonowania systemu emerytalnego, a mianowicie uzyskanie odpowiedzi na pytanie, co po OFE?  Ostatnio usłyszeliśmy o przesunięciu terminu wejścia reformy ze stycznia na lipiec 2018, które według słów wicepremiera Morawieckiego wynika wyłącznie z „ilości technikaliów, które muszą zostać dopięte”.

Jerzy Fimowicz | Doradca Inwestycyjny
Departament Zarządzania Portfelami
Time Asset Management S.A.

SPRAWDŹ TAKŻE:

NEWSLETTER